- Uznawana za jedną z
najpiękniejszych aktorek latynoamerykańskich, gra w serialu "Brzydula"
tytułową rolę.
Przed wejściem na plan charakteryzatorzy kilka godzin maskowali jej urodę:
pogrubiali brwi, domalowywali wąsik, doklejali aparat dentystyczny na
zęby, ubierali w niemodne sukienki...
-Grając Brzydulę
zdołałaś podbić miliony serc na całej kuli ziemskiej. Nie miałaś żadnych
wątpliwości podejmując się tej roli?
-Ludzie wolą być ładni niż brzydcy. Bo tych z ładną powierzchownością
łatwiej i szybciej się akceptuje. Dotyczy to również filmu. To właśnie z
urodziwymi bohaterami widzowie najczęściej się utożsamiają. Brzydka
Betty dowiodła jednak, że nie zawsze jesteśmy okrutni: zaakceptowaliśmy
ją pomimo nieatrakcyjnego wyglądu. Nigdzie nie jest też powiedziane, że
Betty do końca swoich dni pozostanie brzydkim kaczątkiem - w każdej
chwili ma szansę przekształcić się w pięknego łabędzia.
-
- -Betty jest brzydka
czy po prostu zaniedbana?
-Ona na swój sposób nawet dba o siebie. Zawsze układa sobie grzywkę i
maluje usta. Stara się również wyprostować zęby, nakładając na nie różne
aparaty. Ale ma po prostu takie, a nie inne poczucie estetyki.
- -Tobie też zdarzało
się czasem, że czułaś się brzydka?
-W dzieciństwie. Kiedy moi rodzice się rozwiedli, czułam się zaniedbana
i brzydka. Nie chodzi mi jednak o wygląd fizyczny, ale o mój ówczesny
stan ducha.
-"Brzydula" przyniosła Ci popularność i pieniądze. A jakie były początki
twojej zawodowej kariery?
-Jako dziesięcioletnia dziewczynka występowałam w telewizyjnych
programach dla dzieci. Potem zaczęto mnie również angażować do telenowel.
Ale dopiero po maturze podięłam poważną i stanowczą decyzję, że zostanę
aktorką. Nie jestem jedyną osobą w rodzinie uprawiającą ten zawód. Mój
ojciec, Luis Fernando Orozco, jest jednym z nestorów kolumbijskiego
aktorstwa. Aktorką jest także Veronica Orozco - moja siostra. Tylko najmłodsza
z nas nie była zainteresowana kontynuowaniem rodzinnych tradycji.
Studiuje języki na uniwersytecie.
- -A co nam powiesz o
swoim życiu osobistym?
-Jestem rozwiedziona. Moim mężem był Julian Arango. Gra razem ze mną w "Brzyduli"
rolę Hugo Lombardiego.
- -Jak to znosisz?
-Bez żadnych problemów. Jesteśmy teraz przyjaciółmi.
- -Jakie są Twoje plany
zawodowe?
-Chciałabym zaistnieć w filmie. Nie myślę o Hollywood. Marzę o kinie
latynoamerykańskim.
- -Czym zajmujesz się w
wolnym czasie?
-Nie mam go teraz wcale. Od kilku miesięcy w koprodukcji amerykańsko-kolumbijskiej
kręcimy kontynuację "Brzyduli" - serial "Ecomoda". A gdy już zdarzy mi
się, że mam trochę czasu, maluję, jeżdżę na wrotkach, czytam lub idę do
kina. Ale tak prawdę mówiąc to jestem wielkoą domatorką: gdy mogę się
zabawić w gospodynię domową, czuję się jak w siódmym niebie.
- -A jak potoczą się
losy Betty?
-Lepiej zobaczyć to samemu w telewizji.
Caracas; Justyna Zuń-Dalloul